Autor: admin

  • Tosia – Maltańczyk o Energii Tornada i Serzu Wielkości Lasu

    Do tej pory poznaliście u nas spokojną Królową Fifi, rządziciela Donalda i łasucha Jerry’ego. Nadszedł czas, by wprowadzić na scenę kogoś, kto potrafi wywrócić ten spokój do góry nogami (w najbardziej uroczy sposób!). Przedstawiam Wam Tosię – przeuroczą suczkę rasy Maltańczyk, która jest psem mojego chłopaka.

    Tosia i mój chłopak to duet idealny; można powiedzieć, że dorastają razem. I choć Tosia wygląda jak mała, biała chmurka, to w rzeczywistości jest wulkanem energii.

    Białe Tornado w Salonie

    Gdyby trzeba było opisać Tosię jednym słowem, byłoby to: RADOŚĆ. To niesamowicie ruchliwy i wesoły piesek, dla którego każdy dzień to nowa, ekscytująca przygoda. Kocha towarzystwo ludzi i chętnie wita każdego, kto nas odwiedzi. Nie ma w niej cienia agresji, za to ma w sobie nieskończone pokłady chęci do zabawy.

    Ona doskonale wie, do czego służy zabawa. Ma swój własny pojemnik z zabawkami, ale termin „porządek” jest jej całkowicie obcy. Gdy Tosia wpada w ferwor zabawy, wszystkie jej maskotki, sznurki i piłeczki błyskawicznie lądują porozrzucane po całym salonie. Ale jak tu się na nią gniewać, gdy patrzy się na ten radosny, biały pyszczek w samym środku tego bałaganu?

    Odkrywca w Lesie, Zmarzluch w Domu

    Chociaż Fifi woli kanapę, Tosia jest urodzonym odkrywcą. Uwielbia spacery, a im dłuższe, tym lepsze. Jej ulubionym miejscem jest las. Tam może biegać, węszyć i eksplorować każdy krzak, w pełni wykorzystując swoją energię. To wspaniałe, jak tak mały piesek potrafi czerpać tak wielką radość z natury.

    Po długim, aktywnym dniu w lesie, Tosia zmienia się w kogoś zupełnie innego. Choć jest pełna energii, jest też niesamowitym zmarzluchem. Gdy tylko robi się zimniej, chętnie nosi urocze sweterki, a w domu jej ulubioną czynnością jest… zakopywanie się głęboko w kocu. Wygląda wtedy jak mała, biała kuleczka ciepła, regenerująca siły na kolejne szaleństwa.

    Tosia to dla nas przypomnienie, że życie jest najpiękniejsze, gdy jest pełne energii i radosnych chwil. Jest idealnym dopełnieniem naszej Pupilovej ekipy – wnosząc chaos, zabawę i masę miłości!

  • Fifi – Królowa Naszej Kanapy i Mistrzyni Spokoju

    Do tej pory opowiadałam Wam o naszych sąsiedzkich wędrowcach – rządzicielu Donaldzie i żarłocznym Jerrym. Nadszedł jednak czas, aby przedstawić Wam najważniejszą mieszkankę naszego domu, naszą oczko w głowie – Fifi.

    Fifi to suczka rasy Shih Tzu, która swoją obecnością wypełnia każdy kąt naszego domu. Choć nie jest tak energiczna jak inne psy, jej historia jest świadectwem tego, że miłość i troska potrafią uczynić życie pięknym, nawet gdy los rzuca kłody pod łapy.

    Spokój Wybrany i Spokój Wymuszony

    Nasza Shih Tzu jest uosobieniem spokojnego życia. To typowy, dyplomowany kanapowiec. Jej ulubionym zajęciem jest wylegiwanie się na miękkich poduszkach, gdzieś między sypialnią a salonem. Jako starszy piesek, naturalnie ceni sobie ciszę i wygodę, ale w jej przypadku ten spokój ma też drugie, trudniejsze dno.

    Od wielu lat zmaga się z chorobą, która wymaga stałego przyjmowania leków psychotropowych. To sprawia, że jest znacznie bardziej wyciszona i powolna niż większość psów jej rasy. Jej dni toczą się w rytmie spokojnych spacerów i długich drzemek. Czasami patrzę na nią i zazdroszczę jej tego spokoju, choć wiem, jak wysoka jest jego cena.

    Miłość Bez Filtra

    To, co w niej najbardziej niezwykłe, to jej nieprawdopodobne lgnięcie do człowieka. Choroba i leki nie odebrały jej potrzeby bliskości; wręcz przeciwnie, wydaje się, że ją spotęgowały. Dla niej każda chwila bez nas to chwila stracona. Musi być blisko, czuć dotyk, słyszeć nasz głos.

    Ten spokój i potrzeba bliskości sprawiają, że jest też niesamowitą dyplomatką. Bardzo dobrze dogaduje się z innymi zwierzętami. Z kotami, w tym z naszymi sąsiedzkimi bywalcami, żyje w pełnej harmonii. Nie ma w niej cienia agresji, tylko ciekawość i akceptacja.

    Nasza Szczęśliwa Emerytka

    Mimo swojego wieku i choroby, nasza Fifi jest nieprawdopodobnie szczęśliwym pieskiem. Uważam, że zasłużyła na to, by jej jesień życia była najpiękniejsza z możliwych. Dlatego spełniamy każde jej zachcianki. Chce spać na najlepszej poduszce? Jest jej. Ma ochotę na specjalny przysmak? Proszę bardzo. To nasza misja: sprawić, by nigdy niczego jej nie brakowało.

    Gdy nie śpi, ma swój własny rytuał. Uwielbia obserwować świat, siedząc spokojnie we wjeździe przed domem. Patrzy na przejeżdżające samochody, spacerujących ludzi i latające ptaki. Wygląda wtedy jak mały, mądry posąg, który widzi więcej niż my wszyscy.

    Fifi uczy nas, że szczęście nie zależy od zdrowia czy energii, ale od poczucia bezpieczeństwa i miłości. Choć jej świat jest cichy i wolniejszy, jest w nim więcej ciepła niż w wielu innych domach. To nasza Królowa, a my jesteśmy dumni, że możemy być jej poddanymi.

  • Jerry – Sąsiad bez Granic i Wielbiciel Psiej Miski

    Jeśli myśleliście, że Donald jest towarzyski, to znaczy, że nie poznaliście jeszcze Jerry’ego. Jerry to drugi z moich „nie-moich” kotów, również należący do sąsiadów. Jednak w przeciwieństwie do Donalda, który zawsze trzyma pewien dystans, Jerry uważa, że pojęcie „przestrzeń osobista” to tylko niepotrzebny wymysł ludzi.

    Gdyby Jerry mógł, prawdopodobnie zamieszkałby w naszych ramionach.

    Cień przy drzwiach

    Jerry ma swój punkt dowodzenia – szarą, puszystą leżankę tuż przy naszych drzwiach wejściowych. Potrafi spędzić w niej długie godziny, zwinięty w idealną kulkę, czekając, aż ktokolwiek wyjdzie z domu. Gdy tylko usłyszy szczęk klucza, natychmiast jest w pełnej gotowości.

    Jego determinacja, by wejść do środka, jest wręcz legendarna. Trzeba mieć oczy dookoła głowy! Jerry potrafi wślizgnąć się do przedpokoju w ułamku sekundy. Nasza codzienna rutyna obejmuje teraz „procedurę anty-zatrzaskową”, by przypadkiem nie zamknąć tego małego spryciarza samego w domu albo – co gorsza – nie przytrzasnąć go drzwiami, gdy próbuje sforsować próg.

    Największy łasuch w okolicy

    Jerry ma jedną, dominującą cechę: jest wiecznie głodny. To typ kota, który zje absolutnie wszystko, co znajdzie się w zasięgu jego nosa. Ale jego największą pasją (i powodem lekkich spięć) jest… karma naszego psa. Jerry wychodzi z założenia, że skoro pies to jego kumpel, to miska również jest wspólna. Podjadanie psu jedzenia to jego sport ekstremalny, który uprawia z wielką gracją i zerowym poczuciem winy.

    Miłość totalna

    Kiedy Jerry już dopnie swego i zostanie pogłaskany, oddaje się temu bez reszty. Podczas gdy Donald szybko mówi „dość”, Jerry mógłby być drapany pod bródką przez całą wieczność. Wyleguje się na plecach na żwirku, wystawia brzuch do słońca i mruczy tak intensywnie, że wibruje pod nim podłoże.

    Jerry to kot, który nie puka – on wchodzi (albo próbuje wejść). Nie prosi o uwagę – on ją po prostu bierze. I choć bywa to męczące, gdy po raz dziesiąty musisz go wynosić z kuchni, jego bezgraniczne zaufanie sprawia, że nie sposób go nie kochać. Nawet jeśli właśnie wyjada ostatnie kuleczki psiej karmy.

  • Donald – Gadatliwy Sąsiad, Który Rządzi Naszym Tarasem

    Poznajcie Donalda. To imię brzmi dumnie i – wierzcie mi – w pełni do niego pasuje. Donald nie jest naszym kotem, przynajmniej oficjalnie. To rezydent domu obok, kot naszych sąsiadów. Jednak granice administracyjne niewiele znaczą dla rudego dżentelmena z wyraźną wizją świata.

    Od kiedy tu mieszkamy, Donald jest stałym elementem naszego krajobrazu. Ma swój rytuał. Zaczyna się zazwyczaj od cichego „miau” na tarasie, które szybko przechodzi w pełnoprawną, wielowątkową opowieść. Donald jest nieprawdopodobnie gadatliwy. Opowiada nam o wszystkim: o ptaku, którego (prawie) złapał, o jakości dzisiejszej trawy i o tym, że miska u sąsiadów była o milimetr za pusta.

    Dlatego, gdy tylko otwieramy drzwi, Donald wchodzi jak do siebie.

    Król Słońca i Mulczu

    Donald ma dwie wielkie pasje. Pierwszą jest słońce. Potrafi spędzać godziny, wylegując się na nagrzanej kostce brukowej przed domem (jak na zdjęciu poniżej). Wygląda wtedy jak mały, futrzasty bóg słońca, zbierający energię na resztę dnia.

    Drugą, nieco bardziej osobliwą pasją, jest mulcz z kory w naszych rabatach. Nie wiemy, co go w nim tak fascynuje. Może zapach? Może faktura? W każdym razie, najczęściej znajdujemy go wciśniętego między kępę jaskraworóżowych hortensji a iglak, gdzie relaksuje się w cieniu, z lubością oblizując pyszczek. Ten widok zawsze poprawia nam humor – wielki, rudy kocur ukryty w kwitnącym ogrodzie.

    Tulaśny, ale na Własnych Warunkach

    Donald jest kotem niezwykle „tulaśnym”. Uwielbia ocierać się o nogi, mruczeć tak głośno, że zagłusza myśli, i domagać się pieszczot. Ale nie dajcie się zwieść tej słodyczy. Donald to kocur, który wyraźnie i stanowczo stawia swoje granice.

    Gdy ma dość głaskania, nie odchodzi po cichu. Nie, Donald komunikuje to jasno. Czasami jest to wymowne spojrzenie (ma niesamowite, przenikliwe, jasnozielone oczy), a czasami – gdy ignorujemy sygnały – po prostu szeroko otwiera pyszczek i syczy. Nie robi tego agresywnie, po prostu informuje: „Dzięki, człowieku, wystarczy. Odsuń się”. To kocia lekcja asertywności, którą szanujemy.

    Prawdziwy Pan Domu

    Donald jest dla nas przypomnieniem, że zwierzęta mają swoje unikalne osobowości. To nie jest „tylko kot”. To gadatliwy, towarzyski, kochający słońce i mulcz kocur, który zdecydował, że nasz dom jest częścią jego terytorium. I szczerze mówiąc? Bardzo nam to odpowiada.

    Z niecierpliwością czekamy na jego kolejną wizytę i kolejną dłuuugą opowieść.